środa, 15 maja 2013

Uważaj,czego sobie życzysz...

Po ponad miesięcznej przerwie,w czasie której zrobiłam to,o czym marzyłam od dawna-zrezygnowałam z pracy,żeby zajmować się domem i mieć czas na zastanowienie się,co mogłabym robić zarobkowo,żeby przyniosło mi to satysfakcję-wracam do pisania.
Przez ten miesiąc usiłowałam się odnalezć w moim nowym świecie-świecie gospodyni domowej :)
Nie jest to bynajmniej proste,jeśli nawykło się pracować poza domem,nieważne,co robiąc-byle zarobić na podstawowe potrzeby. Jest takie powiedzenie "Uważaj,czego sobie życzysz",które jest zdumiewająco trafne w każdej chyba sytuacji,kiedy spełnia się jakieś długo oczekiwane marzenie-człowiek tak długo czeka,w myślach szlifuje to marzenie,doprowadza je do perfekcji,dopieszcza,aż staje się to marzenie idealne. Kiedy się spełnia,często okazuje się,że rzeczywistość nie jest w stanie dorosnąć do tego wyidealizowanego obrazu.
W moim przypadku niezupełnie rzeczywistość nie dorosła do moich wyobrażeń-mnie zwyczajnie ogarnął strach-zrobiłam impulsywnie to,czego od lat pragnęłam,rzuciłam pracę,mgliście myśląc,że znajdę coś,co pozwoli mi zarabiać,pozostając równocześnie w domu.Rzuciłam pracę,bo pomyślałam-jeśli nie teraz,to kiedy? Zawsze potrzebujemy pieniędzy na coś,co jest nam niezwykle potrzebne,więc zawsze jest zły moment,żeby zaryzykować,a wogóle przecież trzeba by mieć wyjście awaryjne...
Tym sposobem czas,kiedy byłoby to możliwe ma nazwę "nigdy",bo zawsze jest jakaś przeszkoda.
Postawienie wszystkiego na jedną kartę chyba było więc jedyną możliwością. Tylko trochę mnie przestraszyło,uznałam,że nie sprostam temu,co sobie wymyśliłam,zamiast wylizywać dom od podłóg po sufity,sporo czytałam,fanaberyjnie wybierając sobie ,co zrobię dziś,a może jutro,a może za tydzień-.tak,zdecydowanie w przyszłym tygodniu. Usiłowałam schować się sama przed sobą,bo w moich wyobrażeniach wyglądało to przecież inaczej-miałam mnóstwo energii,a mój dom i ja też wyglądałam jak
"żona ze Stepford". A tu.... z jednej strony byłam zachwycona,że właśnie rozpoczynam wymarzoną karierę Kury Domowej ( w moim przypadku raczej Papużki Domowej,jak mówi mój Ukochany), a z drugiej-było do zrobienia,nadrobienia tyle rzeczy,że nie wiedziałam od czego zacząć,co zrobić najpierw,więc nie robiłam nic,chowając się i przed światem i przed samą sobą....
Ale dziś postanowiłam uwolnić się sama z niewoli,w którą się wzięłam. Nic nie muszę,wszystko mogę,jeśli tylko chcę....wystarczy ,że zrobię krok,nie muszę skakać,bo nikt-oprócz mnie samej-tego ode mnie nie oczekuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz