środa, 22 maja 2013
Epitafium dla Skipera...
Miał na imię Skiper. Miał 5 lat. 9 miesięcy temu adoptowaliśmy go ze schroniska. Na początku obawialiśmy się,czy Pies i my dojdziemy do porozumienia. Dogadaliśmy się bardzo szybko,Skiper okazał się inteligentnym
cwaniaczkiem,który już po tygodniu zdawał się być w naszej rodzinie nie do zastąpienia. Pokochał nas tak,jak tylko pies potrafi kochać człowieka-bezkrytycznie. My pokochaliśmy Skipera jak tylko człowiek potrafi pokochać psa- jak idioci. Zadziwiał nas swoim przywiązaniem,potrzebą czułości i mądrością każdego
dnia. Tydzień temu wpadł pod samochód. Zmarł na miejscu.
Codziennie rano budzę się i pierwsza myślą jest - nie ma psa....
Jeśli ktoś zastanawia się,czy warto adoptować psa ze schroniska, bo ma wątpliwości,czy taki pies się przyzwyczai,czy pokocha,czy nauczy się różnych rzeczy,albo oduczy innych-bez obaw. Te psy mają w sobie niesamowite pokłady miłości i przywiązania,a ich jedyna potrzeba,to potrzeba posiadania domu,właściciela,bycia przynależnym,kochanym. Odpłacają przywiązaniem i zdolnością nauczenia się wszelkich zasad panujących w domu,są posłuszne i łagodne i kochają bezgranicznie....
Ekonomiczne kotlety z piersi kurczaka-tanio i dużo
Wystarczy jedna,podwójna pierś z kurczaka,żeby zrobić dużo bardzo smacznych kotlecików i nakarmić 4-6
osobową rodzinę:) Kotlety są niezwykle smaczne,bo chrupiące i wychodzi ich naprawdę sporo.
Składniki:
1 podwójna pierś z kurczaka
4-5 dużych pieczarek
1 jajko
wegeta/sól
papryka mielona/pieprz
przyprawa do kurczaka
2 łyżki mąki ziemniaczanej
2 łyżki majonezu
dodatkowo może być:
ketchup
ser żółty
Sposób przygotowania:
Pierś z kurczaka umyć i pokroić w kostkę o wymiarach ok. 1cm na 1 cm. Obrać pieczarki i pokroić w kostkę,tak samo jak wcześniej pierś. Przyprawić,jak każde inne kotlety-tym,co kto lubi i tyle ,ile komu smakuje. Dodać jajko i wymieszać. Następnie dodać majonez i mąkę ziemniaczaną i wymieszać.
Masa powinna być gęsta,jeśli nie jest,można dosypać jeszcze trochę mąki ziemniaczanej.
Kotleciki nakładać na rozgrzaną patelnię łyżką,powinny być niezbyt duże. Smażyć można na oleju,margarynie,smalcu,bez tłuszczu-na patelni beztłuszczowej-jak kto lubi.
Można je zwyczajnie usmażyć,a można też-po usmażeniu ich z jednej strony,obrócić i na każdym kotleciku
położyć plasterek sera wielkości kotleta i dać kroplę ketchupu na ser. Potem przykryć patelnię i smażyć dalej,aż ser zacznie topnieć. Ta wersja powstała,kiedy moja córka była strasznym niejadkiem i nie chciała jeść żadnego mięsa,a każdy kotlet był jej osobistym wrogiem. Kotlet przykryty dla niepoznaki serem i odrobiną ketchupu przestawał być wrogiem,a stawał się smakowitym elementem obiadu:)))
osobową rodzinę:) Kotlety są niezwykle smaczne,bo chrupiące i wychodzi ich naprawdę sporo.
Składniki:
1 podwójna pierś z kurczaka
4-5 dużych pieczarek
1 jajko
wegeta/sól
papryka mielona/pieprz
przyprawa do kurczaka
2 łyżki mąki ziemniaczanej
2 łyżki majonezu
dodatkowo może być:
ketchup
ser żółty
Sposób przygotowania:
Pierś z kurczaka umyć i pokroić w kostkę o wymiarach ok. 1cm na 1 cm. Obrać pieczarki i pokroić w kostkę,tak samo jak wcześniej pierś. Przyprawić,jak każde inne kotlety-tym,co kto lubi i tyle ,ile komu smakuje. Dodać jajko i wymieszać. Następnie dodać majonez i mąkę ziemniaczaną i wymieszać.
Masa powinna być gęsta,jeśli nie jest,można dosypać jeszcze trochę mąki ziemniaczanej.
Kotleciki nakładać na rozgrzaną patelnię łyżką,powinny być niezbyt duże. Smażyć można na oleju,margarynie,smalcu,bez tłuszczu-na patelni beztłuszczowej-jak kto lubi.
Można je zwyczajnie usmażyć,a można też-po usmażeniu ich z jednej strony,obrócić i na każdym kotleciku
położyć plasterek sera wielkości kotleta i dać kroplę ketchupu na ser. Potem przykryć patelnię i smażyć dalej,aż ser zacznie topnieć. Ta wersja powstała,kiedy moja córka była strasznym niejadkiem i nie chciała jeść żadnego mięsa,a każdy kotlet był jej osobistym wrogiem. Kotlet przykryty dla niepoznaki serem i odrobiną ketchupu przestawał być wrogiem,a stawał się smakowitym elementem obiadu:)))
Dieta kopenhaska
Z racji tego,że w ostatnich miesiącach okropnie się "rozjadłam",ciężko mi ograniczyć ilość spożywanego jedzenia tak po prostu. W końcu ,gdybym jadła mniej,nie wyglądałabym w tej chwili jakbym była w ciąży,prawda?
Skoro mam z tym kłopot,a postanowiłam jeść zdecydowanie mniej i zdecydowanie zdrowiej,bo przecież wiosna w pełni,za chwilę lato,słonce, woda,a mój strój kąpielowy trzeszczy w szwach - postanowiłam zrobić sobie kilka dni dość restrykcyjnej diety- do tego mój organizm jest przyzwyczajony. Wybrałam dietę kopenhaską,gdyż nie trwa długo,a już po kilku dniach przyzwyczajam się do małej ilości pożywienia.
Właściwie chyba żadna restrykcyjna dieta nie jest zdrowa,ale z racji tego ,ze kopenhaska trwa raptem 13 dni i traktuję ją jako wstęp do lepszego i zdrowszego systemu odżywiania, można uznać,że w tym przypadku przyniesie pożytek,a nie zaszkodzi.
A oto dieta:
Godziny posiłków
Śniadanie: 8.00 - 9.00
Obiad: 12.00 – 14.00
Kolacja: 17.00 - 18.00
JADŁSPIS
Dzień 1 i 8
Śniadanie: 1 kubek czarnej kawy, 1 kostka cukru
Obiad: 2 jajka na twardo, pół paczki (szklanka) gotowanego szpinaku lub brokułów, 1 pomidor
Kolacja: 1 duży befsztyk wołowy (200 g), 5 liści sałaty z łyżką oliwy z oliwek i sokiem z cytryny
Dzień 2 i 9
Śniadanie: 1 kubek czarnej kawy, 1 kostka cukru
Obiad: 1 duży befsztyk wołowy (200 g), 1/3 główki sałaty (lub 5 liści) z łyżką oliwy z oliwek i sokiem z cytryny, 1 surowy owoc (jabłko, ananas lub grejpfrut)
Kolacja: 1 gruby (100 g) plaster (albo 5 chudszych) szynki (np. drobiowej), 2/3 szklanki (słownie: dwie trzecie, a więc niecała jedna szklanka!) jogurtu naturalnego
Dzień 3 i 10
Śniadanie: 1 kubek kawy, 1 kostka cukru, 1 mała kromka pieczywa (grzanka)
Obiad: pół paczki (szklanka) gotowanego szpinaku, 1 pomidor, 1 surowy mały owoc
Kolacja: 2 jajka na twardo, 1 gruby (100 g) plaster szynki (lub 5 chudszych), 5 liści sałaty z łyżką oliwy z oliwek i sokiem z cytryny
Dzień 4 i 11
Śniadanie: 1 kubek kawy, 1 kostka cukru
Obiad: 1 jajko na twardo, 1 duża marchewka, małe opakowanie serka wiejskiego (twarożku naturalnego) (100-150 g)
Kolacja: pół szklanki kompotu z owoców (ugotowanego bez cukru, owoce zjadamy), 2/3 szklanki (słownie: dwie trzecie, a więc niecała jedna szklanka!) jogurtu naturalnego
Dzień 5 i 12
Śniadanie: 1 duża starta marchewka z sokiem z cytryny
Obiad: 1 duża (300 g) chuda gotowana ryba (pstrąg, dorsz lub sola) z sokiem z cytryny. Rybę można także usmażyć bez tłuszczu.
Kolacja: 1 duży befsztyk wołowy (200 g), 5 liści sałaty, pół paczki (6-8 główek) gotowanych brokułów
Dzień 6 i 13
Śniadanie: 1 kubek czarnej kawy, 1 kostka cukru, 1 mała kromka pieczywa (grzanka)
Obiad: 1 duszona pierś kurczaka bez skóry, 5 liści sałaty z łyżką oliwy z oliwek i sokiem z cytryny
Kolacja: 2 jajka na twardo, 1 duża starta marchewka
Dzień 7
Śniadanie: 1 kubek herbaty (najlepiej zielonej) bez cukru
Obiad: 1 pierś (150 g) kurczaka grillowana lub z piekarnika, 1 świeży owoc
Kolacja: NIC
I tyle. Z racji tego,że nie jest to mój sposób na zrzucenie wagi,a jedynie wstęp do modyfikacji mojego sposobu odżywiania,zamierzam pić dodatkowo "zielony" koktajl odżywczy,na który przepis można znalezć w poprzednim poście.
Skoro mam z tym kłopot,a postanowiłam jeść zdecydowanie mniej i zdecydowanie zdrowiej,bo przecież wiosna w pełni,za chwilę lato,słonce, woda,a mój strój kąpielowy trzeszczy w szwach - postanowiłam zrobić sobie kilka dni dość restrykcyjnej diety- do tego mój organizm jest przyzwyczajony. Wybrałam dietę kopenhaską,gdyż nie trwa długo,a już po kilku dniach przyzwyczajam się do małej ilości pożywienia.
Właściwie chyba żadna restrykcyjna dieta nie jest zdrowa,ale z racji tego ,ze kopenhaska trwa raptem 13 dni i traktuję ją jako wstęp do lepszego i zdrowszego systemu odżywiania, można uznać,że w tym przypadku przyniesie pożytek,a nie zaszkodzi.
A oto dieta:
Godziny posiłków
Śniadanie: 8.00 - 9.00
Obiad: 12.00 – 14.00
Kolacja: 17.00 - 18.00
JADŁSPIS
Dzień 1 i 8
Śniadanie: 1 kubek czarnej kawy, 1 kostka cukru
Obiad: 2 jajka na twardo, pół paczki (szklanka) gotowanego szpinaku lub brokułów, 1 pomidor
Kolacja: 1 duży befsztyk wołowy (200 g), 5 liści sałaty z łyżką oliwy z oliwek i sokiem z cytryny
Dzień 2 i 9
Śniadanie: 1 kubek czarnej kawy, 1 kostka cukru
Obiad: 1 duży befsztyk wołowy (200 g), 1/3 główki sałaty (lub 5 liści) z łyżką oliwy z oliwek i sokiem z cytryny, 1 surowy owoc (jabłko, ananas lub grejpfrut)
Kolacja: 1 gruby (100 g) plaster (albo 5 chudszych) szynki (np. drobiowej), 2/3 szklanki (słownie: dwie trzecie, a więc niecała jedna szklanka!) jogurtu naturalnego
Dzień 3 i 10
Śniadanie: 1 kubek kawy, 1 kostka cukru, 1 mała kromka pieczywa (grzanka)
Obiad: pół paczki (szklanka) gotowanego szpinaku, 1 pomidor, 1 surowy mały owoc
Kolacja: 2 jajka na twardo, 1 gruby (100 g) plaster szynki (lub 5 chudszych), 5 liści sałaty z łyżką oliwy z oliwek i sokiem z cytryny
Dzień 4 i 11
Śniadanie: 1 kubek kawy, 1 kostka cukru
Obiad: 1 jajko na twardo, 1 duża marchewka, małe opakowanie serka wiejskiego (twarożku naturalnego) (100-150 g)
Kolacja: pół szklanki kompotu z owoców (ugotowanego bez cukru, owoce zjadamy), 2/3 szklanki (słownie: dwie trzecie, a więc niecała jedna szklanka!) jogurtu naturalnego
Dzień 5 i 12
Śniadanie: 1 duża starta marchewka z sokiem z cytryny
Obiad: 1 duża (300 g) chuda gotowana ryba (pstrąg, dorsz lub sola) z sokiem z cytryny. Rybę można także usmażyć bez tłuszczu.
Kolacja: 1 duży befsztyk wołowy (200 g), 5 liści sałaty, pół paczki (6-8 główek) gotowanych brokułów
Dzień 6 i 13
Śniadanie: 1 kubek czarnej kawy, 1 kostka cukru, 1 mała kromka pieczywa (grzanka)
Obiad: 1 duszona pierś kurczaka bez skóry, 5 liści sałaty z łyżką oliwy z oliwek i sokiem z cytryny
Kolacja: 2 jajka na twardo, 1 duża starta marchewka
Dzień 7
Śniadanie: 1 kubek herbaty (najlepiej zielonej) bez cukru
Obiad: 1 pierś (150 g) kurczaka grillowana lub z piekarnika, 1 świeży owoc
Kolacja: NIC
I tyle. Z racji tego,że nie jest to mój sposób na zrzucenie wagi,a jedynie wstęp do modyfikacji mojego sposobu odżywiania,zamierzam pić dodatkowo "zielony" koktajl odżywczy,na który przepis można znalezć w poprzednim poście.
Jak zrobić domowy twaróg
Z racji tego,że żywność dostępna w sklepach zawiera coraz więcej konserwantów,hormonów i antybiotyków, kiedy tylko mogę,zastępuję sklepowe produkty takimi,które mogę zrobić w domu. Niedawno
"wyprodukowałam" twaróg,co jest bezpośrednim efektem odkrycia przeze mnie targu,na którym pojawiają się osoby mające na zbyciu produkty własnych gospodarstw-mleka,masła,śmietany,koperku z ogródka,pietruszki lub rabarbaru. Dwa razy w tygodniu jadę tam,żeby zaopatrzyć się w świeże mleko.
Mleko,które tam kupuję nie jest pasteryzowane,więc nie postoi w lodówce tydzień,a ile można wypić kwaśnego?? Dlatego doskonałym sposobem wykorzystania mleka,które zaczyna się robić kwaśne,jest zrobienie z niego twarogu:))
Uprzedzam,że ze szklaneczki skwaśniałego mleka tego twarogu będzie raptem łyżeczka,więc warto kupić więcej-żeby starczyło do kawy,do kakao i na ser:)
3-4 litry mleka wlać do garnka ( po skwaszeniu mleka trzeba je podgrzać,więc rozsądniej jest od razu mieć je w garnku,żeby uniknąć bezsensownego przelewania ).Garnek przykryć i postawić w ciepłym miejscu -u mnie jest to parapet okna. Po 3-4 dniach mleko powinno być już kwaśne.
Jeżeli jest już ładnie skwaszone,garnek stawiamy na kuchence i na niewielkim ogniu powoli podgrzewamy.
Nie gotujemy! Podgrzewamy do momentu,aż zacznie się oddzielać serwatka-czyli półprzezroczysty płyn.
Warto przekroić mleko w garnku na 4 części,żeby serwatce łatwiej było się rozdzielić.
Następnie przygotowujemy durszlak,wkładając do niego dużą gazę-u mnie 1m na 1m. Jeśli chcemy zachować serwatkę,durszlak stawiamy na wysokim garnku,jeśli serwatkę chcemy wylać,wystarczy durszlak postawić zwyczajnie w zlewozmywaku.
Wlewamy mleko chochelką do durszlaka wyłożonego gazą,pozwalając odpłynąć serwatce,potem zbieramy brzegi gazy,delikatnie wyciskając resztę serwatki i związujemy jej brzegi. Na ten tobołek kładziemy coś ciężkiego-słoik wypełniony wodą,inny garnczek też z woda,kamień. W ten sposób z twarogu powoli wycieknie reszta serwatki,ale nie wyciśnie się przez oczka gazy twaróg. Im dłużej będzie wyciskany,
tym bardziej suchy będzie nasz twaróg.
I to już koniec-twaróg gotowy,można go zjeść z rzodkiewką i szczypiorkiem,a można też upiec drożdżówki z serem,albo sernik....mniam mniam:))) A jeśli chodzi o serwatkę-jest to doskonały produkt poprawiający trawienie,a w upalne dni schłodzona serwatka znakomicie zaspokaja pragnienie,dlatego warto ją zachować,do czego fanów napojów mlecznych typu maślanka nie trzeba namawiać. :))
"wyprodukowałam" twaróg,co jest bezpośrednim efektem odkrycia przeze mnie targu,na którym pojawiają się osoby mające na zbyciu produkty własnych gospodarstw-mleka,masła,śmietany,koperku z ogródka,pietruszki lub rabarbaru. Dwa razy w tygodniu jadę tam,żeby zaopatrzyć się w świeże mleko.
Mleko,które tam kupuję nie jest pasteryzowane,więc nie postoi w lodówce tydzień,a ile można wypić kwaśnego?? Dlatego doskonałym sposobem wykorzystania mleka,które zaczyna się robić kwaśne,jest zrobienie z niego twarogu:))
Uprzedzam,że ze szklaneczki skwaśniałego mleka tego twarogu będzie raptem łyżeczka,więc warto kupić więcej-żeby starczyło do kawy,do kakao i na ser:)
3-4 litry mleka wlać do garnka ( po skwaszeniu mleka trzeba je podgrzać,więc rozsądniej jest od razu mieć je w garnku,żeby uniknąć bezsensownego przelewania ).Garnek przykryć i postawić w ciepłym miejscu -u mnie jest to parapet okna. Po 3-4 dniach mleko powinno być już kwaśne.
Jeżeli jest już ładnie skwaszone,garnek stawiamy na kuchence i na niewielkim ogniu powoli podgrzewamy.
Nie gotujemy! Podgrzewamy do momentu,aż zacznie się oddzielać serwatka-czyli półprzezroczysty płyn.
Warto przekroić mleko w garnku na 4 części,żeby serwatce łatwiej było się rozdzielić.
Następnie przygotowujemy durszlak,wkładając do niego dużą gazę-u mnie 1m na 1m. Jeśli chcemy zachować serwatkę,durszlak stawiamy na wysokim garnku,jeśli serwatkę chcemy wylać,wystarczy durszlak postawić zwyczajnie w zlewozmywaku.
Wlewamy mleko chochelką do durszlaka wyłożonego gazą,pozwalając odpłynąć serwatce,potem zbieramy brzegi gazy,delikatnie wyciskając resztę serwatki i związujemy jej brzegi. Na ten tobołek kładziemy coś ciężkiego-słoik wypełniony wodą,inny garnczek też z woda,kamień. W ten sposób z twarogu powoli wycieknie reszta serwatki,ale nie wyciśnie się przez oczka gazy twaróg. Im dłużej będzie wyciskany,
tym bardziej suchy będzie nasz twaróg.
I to już koniec-twaróg gotowy,można go zjeść z rzodkiewką i szczypiorkiem,a można też upiec drożdżówki z serem,albo sernik....mniam mniam:))) A jeśli chodzi o serwatkę-jest to doskonały produkt poprawiający trawienie,a w upalne dni schłodzona serwatka znakomicie zaspokaja pragnienie,dlatego warto ją zachować,do czego fanów napojów mlecznych typu maślanka nie trzeba namawiać. :))
środa, 15 maja 2013
Placek z rabarbarem
Będąc ostatnio na targu,zobaczyłam rabarbar,sprzedawała go Pani,która handluje płodami własnego gospodarstwa-mlekiem,śmietaną,twarogiem,koperkiem,pietruszką. Niewielka ilość oferowanych przez nią produktów upewnia mnie,że to,co oferuje,wyrosło sobie powoli w jej ogródku,bo akurat przyszedł na to czas....
Kupiłam więc ten rabarbar. Tylko co z nim zrobić? Rabarbar-to dla mnie albo tylko do płukania blond włosów albo bardzo kwaśny kompot... A może słodki placek z kwaśnym rabarbarem?
SKŁADNIKI
0,5 kg rabarbaru
4 jajka
1 szklanka cukru
2 szklanki mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
100 g margaryny do pieczenia(Kasia,Palma,Mleczna)
1 łyżka olejku waniliowego do ciast(może być inny,jeśli ktoś nie lubi waniliowego)
Mąkę przesiać razem z proszkiem do pieczenia, rabarbar obrać i pokroić na plastry lub kostkę-jak kto woli.
Margarynę roztopić i zostawić do wystygnięcia.
Utrzeć jajka z cukrem,tak aby masa była puszysta. Do tej masy stopniowo dodawać przesianą mąkę,wymieszaną z proszkiem do pieczenia. I ucierać dalej,rzecz jasna.
Dodać wystudzoną,stopioną margarynę i wybrany olejek do ciasta. Ucierać jeszcze przez chwilę.
KRUSZONKA
3 łyżki przesianej mąki
3 łyżki cukru
1 łyżka masła-miękkiego
utrzeć składniki na kruszonkę,można to zrobić palcami lub łyżką,można też mikserem,tylko po co??
Blachę (moja ma wymiary 25 na 35 cm) wysmarować margaryną i wysypać kaszą manną albo bułką tartą albo mąka,jak kto ma w zwyczaju. Wlać ciasto,w tym czasie włączyć piekarnik na 200 stopni (góra-dół).
Na ciasto wyłożyć obrany wcześniej i pokrojony rabarbar. Posypać kruszonką i wstawić do nagrzanego piekarnika. Piec w temperaturze 200 stopni bez termoobiegu ok 50 minut. Po upieczeniu i wystudzeniu ciasto posypać cukrem pudrem-doskonale skomponuje się z kwaśnym rabarbarem:))
Koktajlowe dietowanie
Koktajle,których zaczęłam próbować,w zasadzie mogą zastępować posiłki,tzn.-jeden koktajl powinien zastąpić jeden posiłek-teoretycznie. Kilku już spróbowałam i dla mnie-obżartucha z urodzenia i pochodzenia,taki koktajl bywa wstępem do nagłego przypływu apetytu. Ale-w końcu to obżartuch jest kowalem swojej nadwagi,czyż nie? Postaram się więc dzielnie postawić moim napadom obżarstwa,być może poskutkuje metoda "tylko dziś" (wmawianie sobie ,że tylko dziś nie będę się rzucać bez opanowania
na jedzenie,przynosi pewną ulgę znękanej psychice).
Koktajle stanowią element DIETY STRUKTURALNEJ,ale ponieważ nie jest to post o diecie,nie będę się zagłębiać w szczegóły,chociaż zachęcam do zapoznania się z tą dietą,ponieważ jest to dieta propagująca zdrowe odżywianie,więc chyba jedyna dieta w swoim rodzaju:))
Z racji doświadczenia-w ciągu ostatnich 20 lat wypróbowałam dziesiątki diet,z różnymi skutkami-oraz z powodu choroby,która mnie dopadła rok temu,zainteresowała mnie dieta,której wymaganiem jest odżywiać się zdrowo,a ewentualny spadek wagi jest niejako skutkiem ubocznym.
Koktajle robi się szybko i sprawnie,wystarczy mieć jakiekolwiek urządzenie do miksowania:)
Dziś w menu mam:
KOKTAIL ŻÓŁTY -150 kcal - OCZYSZCZAJĄCY ORGANIZM Z TOKSYN I NADMIARU CHOLESTEROLU
sok brzozowy - 250ml
na jedzenie,przynosi pewną ulgę znękanej psychice).
Koktajle stanowią element DIETY STRUKTURALNEJ,ale ponieważ nie jest to post o diecie,nie będę się zagłębiać w szczegóły,chociaż zachęcam do zapoznania się z tą dietą,ponieważ jest to dieta propagująca zdrowe odżywianie,więc chyba jedyna dieta w swoim rodzaju:))
Z racji doświadczenia-w ciągu ostatnich 20 lat wypróbowałam dziesiątki diet,z różnymi skutkami-oraz z powodu choroby,która mnie dopadła rok temu,zainteresowała mnie dieta,której wymaganiem jest odżywiać się zdrowo,a ewentualny spadek wagi jest niejako skutkiem ubocznym.
Koktajle robi się szybko i sprawnie,wystarczy mieć jakiekolwiek urządzenie do miksowania:)
Dziś w menu mam:
KOKTAIL ŻÓŁTY -150 kcal - OCZYSZCZAJĄCY ORGANIZM Z TOKSYN I NADMIARU CHOLESTEROLU
sok brzozowy - 250ml
plaster ananasa
1 małe jabłko
morela suszona
łyżka kiełków lub zarodków pszennych
łyżka otrąb pszennych
KOKTAIL ZIELONY-150 kcal - POPRAWIAJĄCY PRZEMIANĘ MATERII, ODCHUDZAJĄCY
kefir lub jogurt naturalny 1,5 % tłuszczu - 200ml
1 małego dojrzałego avocado - 30g
łyżka stołowa soku z cytryny
łyżka siekanej zielonej pietruszki
łyżka otrąb owsianych
1 łyżeczki morszczyn
KOKTAIL SILNIE OCZYSZCZAJĄCY
150 ml soku z kapusty kiszonej,
100 ml soku pomidorowego,
sok z 1/2 cytryny,
ząbek czosnku,
2 łyżki otrąb pszennych,
2 łyżki natki pietruszki
szczypty czarnego pieprzu
i mój ulubiony,przepyszny-KOKTAIL BIAŁY-200 kcal - UZUPEŁNIAJĄCY WAPŃ I MIKROELEMENTY. ZALECANY W OSTEOPOROZIE, DLA ALERGIKÓW I DLA DZIECI
(mleko sojowe lub ryżowe można zrobić we własnym zakresie,ale o tym napiszę w innym poście,kiedy już sama spróbuję)
mleko ryżowe lub sojowe - 200 ml
1 banan
pokrojona figa
łyżeczka zarodków pszennych
łyżeczka melasy trzcinowej
natomiast dla mojego Ukochanego,który znosi moje stany obniżonego nastroju,wspiera mnie we wszystkim i jest moim oparciem,ale czasem miewa gorsze okresy,kiedy praca i codzienne obowiązki kumulują w nim stres,robię
KOKTAIL KAKAOWY-200 kcal - UZUPEŁNIAJĄCY MAGNEZ, WZMACNIAJĄCY UKŁAD NERWOWY.
ZALECENIA: STRES, DEPRESJA, WYTĘŻONY WYSIŁEK UMYSŁOWY
mleko sojowe lub ryżowe - 200ml
łyżeczka kakao
1 banan
łyżeczka płatków migdałowych
łyżeczka melasy trzcinowej
łyżeczka ziaren słonecznika
Te koktaile zostały już przeze mnie wypróbowane,więc mogę je polecać, produkty potrzebne do nich są stosunkowo łatwo dostępne,mleko sojowe można kupić chociażby w Biedronce,kiełki też,używam tych,które akurat są dostępne,jeśli nie ma zarodków pszennych,stosuję kiełki brokułów,a nawet rzodkiewki-do kupienia w Biedronce,zamiast melasy używam miodu,wodę brzozową można kupić w większych marketach,np Carefur,dziś mi się akurat skończyła,więc użyłam po prostu wody mineralnej z odrobiną miodu,ponieważ miałam do wykorzystania resztę ananasa,zdecydowałam się zrobić jednak koktail żólty. Staram się używać tego co mam,jeśli braknie mi jakiegoś wymaganego produktu,dlaczego? Bo brak jednej rzeczy to doskonała wymówka,żeby nie robić dziś koktajlu-skoro nie mam jednej rzeczy,a zamiast drugiej mam inną,na zakupy wybiorę się za tydzień-to dopiero wtedy zacznę robić koktajle...Otóż NIE!!- drogie obżartuchy,mistrzowie w oszukiwaniu samych siebie, rekordziści w ilości wmówionych w siebie diet i zdrowych potraw,które zrobicie wtedy,kiedy kupicie co do jednego potrzebne składniki,planiści,którzy zawsze zaczynacie "od jutra", od "po świętach", "od 1-go".....zróbcie zakupy,a jeśli czegoś akurat dziś braknie,wyjątkowo zastąpcie to czymś dostępnym,brakujący składnik kiedyś tam dokupicie i użyjecie następnym razem.
Uważaj,czego sobie życzysz...
Po ponad miesięcznej przerwie,w czasie której zrobiłam to,o czym marzyłam od dawna-zrezygnowałam z pracy,żeby zajmować się domem i mieć czas na zastanowienie się,co mogłabym robić zarobkowo,żeby przyniosło mi to satysfakcję-wracam do pisania.
Przez ten miesiąc usiłowałam się odnalezć w moim nowym świecie-świecie gospodyni domowej :)
Nie jest to bynajmniej proste,jeśli nawykło się pracować poza domem,nieważne,co robiąc-byle zarobić na podstawowe potrzeby. Jest takie powiedzenie "Uważaj,czego sobie życzysz",które jest zdumiewająco trafne w każdej chyba sytuacji,kiedy spełnia się jakieś długo oczekiwane marzenie-człowiek tak długo czeka,w myślach szlifuje to marzenie,doprowadza je do perfekcji,dopieszcza,aż staje się to marzenie idealne. Kiedy się spełnia,często okazuje się,że rzeczywistość nie jest w stanie dorosnąć do tego wyidealizowanego obrazu.
W moim przypadku niezupełnie rzeczywistość nie dorosła do moich wyobrażeń-mnie zwyczajnie ogarnął strach-zrobiłam impulsywnie to,czego od lat pragnęłam,rzuciłam pracę,mgliście myśląc,że znajdę coś,co pozwoli mi zarabiać,pozostając równocześnie w domu.Rzuciłam pracę,bo pomyślałam-jeśli nie teraz,to kiedy? Zawsze potrzebujemy pieniędzy na coś,co jest nam niezwykle potrzebne,więc zawsze jest zły moment,żeby zaryzykować,a wogóle przecież trzeba by mieć wyjście awaryjne...
Tym sposobem czas,kiedy byłoby to możliwe ma nazwę "nigdy",bo zawsze jest jakaś przeszkoda.
Postawienie wszystkiego na jedną kartę chyba było więc jedyną możliwością. Tylko trochę mnie przestraszyło,uznałam,że nie sprostam temu,co sobie wymyśliłam,zamiast wylizywać dom od podłóg po sufity,sporo czytałam,fanaberyjnie wybierając sobie ,co zrobię dziś,a może jutro,a może za tydzień-.tak,zdecydowanie w przyszłym tygodniu. Usiłowałam schować się sama przed sobą,bo w moich wyobrażeniach wyglądało to przecież inaczej-miałam mnóstwo energii,a mój dom i ja też wyglądałam jak
"żona ze Stepford". A tu.... z jednej strony byłam zachwycona,że właśnie rozpoczynam wymarzoną karierę Kury Domowej ( w moim przypadku raczej Papużki Domowej,jak mówi mój Ukochany), a z drugiej-było do zrobienia,nadrobienia tyle rzeczy,że nie wiedziałam od czego zacząć,co zrobić najpierw,więc nie robiłam nic,chowając się i przed światem i przed samą sobą....
Ale dziś postanowiłam uwolnić się sama z niewoli,w którą się wzięłam. Nic nie muszę,wszystko mogę,jeśli tylko chcę....wystarczy ,że zrobię krok,nie muszę skakać,bo nikt-oprócz mnie samej-tego ode mnie nie oczekuje.
Przez ten miesiąc usiłowałam się odnalezć w moim nowym świecie-świecie gospodyni domowej :)
Nie jest to bynajmniej proste,jeśli nawykło się pracować poza domem,nieważne,co robiąc-byle zarobić na podstawowe potrzeby. Jest takie powiedzenie "Uważaj,czego sobie życzysz",które jest zdumiewająco trafne w każdej chyba sytuacji,kiedy spełnia się jakieś długo oczekiwane marzenie-człowiek tak długo czeka,w myślach szlifuje to marzenie,doprowadza je do perfekcji,dopieszcza,aż staje się to marzenie idealne. Kiedy się spełnia,często okazuje się,że rzeczywistość nie jest w stanie dorosnąć do tego wyidealizowanego obrazu.
W moim przypadku niezupełnie rzeczywistość nie dorosła do moich wyobrażeń-mnie zwyczajnie ogarnął strach-zrobiłam impulsywnie to,czego od lat pragnęłam,rzuciłam pracę,mgliście myśląc,że znajdę coś,co pozwoli mi zarabiać,pozostając równocześnie w domu.Rzuciłam pracę,bo pomyślałam-jeśli nie teraz,to kiedy? Zawsze potrzebujemy pieniędzy na coś,co jest nam niezwykle potrzebne,więc zawsze jest zły moment,żeby zaryzykować,a wogóle przecież trzeba by mieć wyjście awaryjne...
Tym sposobem czas,kiedy byłoby to możliwe ma nazwę "nigdy",bo zawsze jest jakaś przeszkoda.
Postawienie wszystkiego na jedną kartę chyba było więc jedyną możliwością. Tylko trochę mnie przestraszyło,uznałam,że nie sprostam temu,co sobie wymyśliłam,zamiast wylizywać dom od podłóg po sufity,sporo czytałam,fanaberyjnie wybierając sobie ,co zrobię dziś,a może jutro,a może za tydzień-.tak,zdecydowanie w przyszłym tygodniu. Usiłowałam schować się sama przed sobą,bo w moich wyobrażeniach wyglądało to przecież inaczej-miałam mnóstwo energii,a mój dom i ja też wyglądałam jak
"żona ze Stepford". A tu.... z jednej strony byłam zachwycona,że właśnie rozpoczynam wymarzoną karierę Kury Domowej ( w moim przypadku raczej Papużki Domowej,jak mówi mój Ukochany), a z drugiej-było do zrobienia,nadrobienia tyle rzeczy,że nie wiedziałam od czego zacząć,co zrobić najpierw,więc nie robiłam nic,chowając się i przed światem i przed samą sobą....
Ale dziś postanowiłam uwolnić się sama z niewoli,w którą się wzięłam. Nic nie muszę,wszystko mogę,jeśli tylko chcę....wystarczy ,że zrobię krok,nie muszę skakać,bo nikt-oprócz mnie samej-tego ode mnie nie oczekuje.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
