Nadchodzą białe święta,jak wspaniale...Szkoda tylko,że to nie te święta,co zwykle chcemy,żeby były białe;)) Te,co nadchodzą,miały być zielone. Raczej jednak nie zdążą.
Jednakowoż-wolne dni będą,niezależnie od koloru,rodzina będzie-niezależnie od temperatury, dobra książka będzie-bo zawsze jest.
Ostatnio zaczęły mnie interesować książki biograficzne,bądz też nawet autobiograficzne. Do tej pory jedyna autobiografia,która przeczytałam,czyhając w księgarniach na każdy kolejny tom,to był cykl "Autobiografii"
Joanny Chmielewskiej.Lektura wciągająca,czyta się to jednym tchem,od deski,do deski,dokładnie tak samo,jak inne książki tej autorki ("Lesio","Dzikie białko","Wszystko czerwone","Całe zdanie nieboszczyka" i mnóstwo innych). Nie wiem właściwie,dlaczego do tej pory nie przeczytałam autobiografii Agathy Christie,na której to autobiografii wzorowane są wspomnienia J.Chmielewskiej. Dziwnym trafem pozostaje ta książka w kategorii "upragnione,zaplanowane,nieprzeczytane".
Natomiast zaraz po wydaniu,kupiłam "Każdy szczyt ma swój Czubaszek" Artura Andrusa,biografia Marii Czubaszek napisana z takim polotem,że skończyłam ja w dniu zakupu i czułam niedosyt.
Pani Maria Czubaszek jest postacią o nieco kostycznym poczuciu humoru,który mnie akurat bardzo odpowiada,jest osobą znaną z kontrowersyjnych wypowiedzi,jak również z kontrowersyjnych poglądów,co również mi bardzo odpowiada,chociaż nie wszystkie poglądy Pani Czubaszek zgadzają się z moimi.
Poglądy i wypowiedzi Pani Czubaszek sprawiają,że jest ona nadal osobą niebanalną,której wypowiedzi i przemyślenia bawią i zaskakują nieodmiennie od lat.Artur Andrus-jeden z moich ulubionych kabareciarzy,którego monologi wypowiadane z poważna miną i lekko przez zęby ciągle rozśmieszają publiczność do łez. Nie należy też zapomnieć o rolach obojga autorów książki w serialu "Spadkobiercy",bijącym na głowę dostępne w TV seriale.
Współpraca tych dwóch niepowtarzalnych osobowości zaowocowała powstaniem doskonałej książki,która wciąga i bawi od pierwszej do ostatniej strony.
O kolejnej biografii wartej uwagi napiszę następnym razem,gdyż nie mieści się ona w dzisiejszej konwencji postu o lekturze pogodnej i skłaniającej do śmiechu...
A teraz,cóż...chyba jednak pójdę ulepić Wielkanocnego Zajączka z tego śniegu,który-jestem o tym głęboko przekonana-dziś zaskoczył drogowców....
piątek, 29 marca 2013
piątek, 22 marca 2013
Pogoda dla bogaczy
Pogoda dla bogaczy to ta,która znajduje się w innej strefie czasowej,do której podróż można sobie wykupić....Barbados,Wyspy Bahama,drinki z palemką;))
Dla nie-bogaczy wyjściem jest kocyk,gorąca herbata z miodem i imbirem,oraz dobra,wciągająca książka.
Dziś,po rozpoczęciu astronomicznej i kalendarzowej wiosny jest to bardzo wskazana praktyka,ponieważ wiosna najwyrazniej nie dosłyszała,że się zaczęła i chwilowo przebywa gdzie indziej. Możliwe,że baluje gdzieś razem z pogodą dla bogaczy. W oczekiwaniu na jej przybycie,lekko spóznione i całkowicie pomijające założenia astronomii jak i kalendarza,zalecam sobie i wszystkim molom,spędzenie tego oczekiwania na czytaniu naprawdę dobrej książki,najlepiej w ciepłym domu,gdzie obok w kojcu poleguje nasz pies i cicho szemrze radio.
Ja dzisiejszy wieczór spędzę w towarzystwie Deana R.Koontza ,przy jego "Dobrym zabójcy".
Książka ta,jak wszystkie,bez wyjątku,książki Koontza,nieodmiennie nastraja pozytywnie i optymistycznie i zapewnia ,że dobro zawsze zwycięża,a na domiar tego-dobro zawsze pokonuje zło.
W książkach tego autora urzeka mnie lekkość,z jaką się czyta kolejne historiei,historie na pograniczu fantastyki,które jednak nie wydają się na tyle nierzeczywiste,żeby gdzieś,w głębi duszy nie zapragnąć spotkania z niesamowicie mądrym psem ("Opiekunowie"),czy skromnym i głęboko uczuciowym jasnowidzem ("Odd Thomas"),czy innymi bohaterami,którzy są kryształowo czyści,uczciwi,aczkolwiek nie sprawiają wrażenia istot z kosmosu i w tajemniczy sposób,za sprawą niezwykłej narracji autora-wpisują się w rzeczywistość.
Ponadto wraca się do jego książek jak do ukochanych przyjaciół,o których nagle sobie przypominamy i natychmiast chcemy się z nimi spotkać,wybierając za każdym razem tę,która najlepiej skomponuje się akurat dzisiaj z naszym nastrojem,a nawet z pogodą za oknem...
Dla nie-bogaczy wyjściem jest kocyk,gorąca herbata z miodem i imbirem,oraz dobra,wciągająca książka.
Dziś,po rozpoczęciu astronomicznej i kalendarzowej wiosny jest to bardzo wskazana praktyka,ponieważ wiosna najwyrazniej nie dosłyszała,że się zaczęła i chwilowo przebywa gdzie indziej. Możliwe,że baluje gdzieś razem z pogodą dla bogaczy. W oczekiwaniu na jej przybycie,lekko spóznione i całkowicie pomijające założenia astronomii jak i kalendarza,zalecam sobie i wszystkim molom,spędzenie tego oczekiwania na czytaniu naprawdę dobrej książki,najlepiej w ciepłym domu,gdzie obok w kojcu poleguje nasz pies i cicho szemrze radio.
Ja dzisiejszy wieczór spędzę w towarzystwie Deana R.Koontza ,przy jego "Dobrym zabójcy".
Książka ta,jak wszystkie,bez wyjątku,książki Koontza,nieodmiennie nastraja pozytywnie i optymistycznie i zapewnia ,że dobro zawsze zwycięża,a na domiar tego-dobro zawsze pokonuje zło.
W książkach tego autora urzeka mnie lekkość,z jaką się czyta kolejne historiei,historie na pograniczu fantastyki,które jednak nie wydają się na tyle nierzeczywiste,żeby gdzieś,w głębi duszy nie zapragnąć spotkania z niesamowicie mądrym psem ("Opiekunowie"),czy skromnym i głęboko uczuciowym jasnowidzem ("Odd Thomas"),czy innymi bohaterami,którzy są kryształowo czyści,uczciwi,aczkolwiek nie sprawiają wrażenia istot z kosmosu i w tajemniczy sposób,za sprawą niezwykłej narracji autora-wpisują się w rzeczywistość.
Ponadto wraca się do jego książek jak do ukochanych przyjaciół,o których nagle sobie przypominamy i natychmiast chcemy się z nimi spotkać,wybierając za każdym razem tę,która najlepiej skomponuje się akurat dzisiaj z naszym nastrojem,a nawet z pogodą za oknem...
środa, 20 marca 2013
Pierwsza satysfakcja,pierwsza książka:))
Pierwszą,samodzielnie przeczytaną przeze mnie książką była "Wycieczka-ucieczka",autora już nie pamiętam,książka też gdzieś zniknęła po latach. Miałam może 7-8 lat i była to pierwsza "gruba" książka,przez którą z trudem przebrnęłam,nie rozumiejąc połowy tekstu. Ale przebrnęłam.Przeczytałam ją sama,bo rodzicom już się zwyczajnie nie chciało,a ja chodziłam za ojcem i miauczałam:"poczytaj mi,poczytaj". Ojciec,chcąc się pozbyć marudy,wyciągnął byle co,byle było dość grube i na jakiś czas trzymało namolnego bachora z daleka od niego:)))
Każde kolejne czytanie tej książki sprawiało mi coraz większą przyjemność,coraz szybciej czytałam ze zrozumieniem i pewnie dlatego tak dobrze pamiętam uczucie satysfakcji,które mnie ogarnęło,kiedy sobie z nią poradziłam.
Kiedy dorosłam i urodziłam własne dziecko,postanowiłam,że moja córka nie będzie czekała aż do 7 roku życia,żebym zachęciła ja do czytania i oswoiła z książkami.
Najpierw kupowałam króciutkie bajeczki i codziennie czytałam je na dobranoc,wtedy też moje dziecko nauczyło się,że książek nie wolno drzeć,ani po nich pisać. Te bajeczki leżą schowane,bo mam nadzieję,że kiedyś dziecko mojej córki będzie ich słuchało wieczorami.
Potem przyszedł czas na "większe" bajki- baśnie braci Grimm,wierszyki Jana Brzechwy i Marii Konopnickiej,no i -oczywiście-nieśmiertelna "Lokomotywa",oraz baśnie Andersena.
Czytając dziecku baśnie przed zaśnięciem wracałam do czasów,kiedy sama je czytałam. W miarę upływu lat stajemy się-we własnym mniemaniu-zbyt poważni i dorośli,żeby sięgać po książki z dzieciństwa,w ciągłym biegu i głodzie nowych rzeczy,nie mamy czasu zatrzymać się,a może nawet cofnąć do czasów,kiedy byliśmy tak beztroscy,tacy prostolinijni.A warto na chwilę cofnąć się w czasie...:)) Czytanie bajek naszym własnym dzieciom jest ku temu doskonałą okazją i stanowi dobre wytłumaczenie dla nas samych,jeśli go potrzebujemy. Zbliża nas do własnych dzieci i pozwala przez moment spojrzeć na świat ich oczami,kiedy przypominamy sobie,jacy sami byliśmy w ich wieku,co wtedy czuliśmy,co myśleliśmy...
Moja córka ma dziś prawie 16 lat. Czasem przeczyta coś,co jej polecę,z zaskoczeniem zachwyci ją "Polyanna","Harry Potter"czy "Mała Księżniczka", a czasem, lektura polecona przeze mnie jej nie odpowiada. Natomiast ona poleca mi książki,które podobają się teraz nastolatkom w jej wieku: "Zmierzch" lub "Igrzyska Śmierci". Podobały mi się i dostarczyły nam tematu do dyskusji,a ciągle jeszcze jakaś wymarzona książka stanowi doskonały prezent z każdej okazji,nie tylko dla mnie,ale i dla mojej córki...
Każde kolejne czytanie tej książki sprawiało mi coraz większą przyjemność,coraz szybciej czytałam ze zrozumieniem i pewnie dlatego tak dobrze pamiętam uczucie satysfakcji,które mnie ogarnęło,kiedy sobie z nią poradziłam.
Kiedy dorosłam i urodziłam własne dziecko,postanowiłam,że moja córka nie będzie czekała aż do 7 roku życia,żebym zachęciła ja do czytania i oswoiła z książkami.
Najpierw kupowałam króciutkie bajeczki i codziennie czytałam je na dobranoc,wtedy też moje dziecko nauczyło się,że książek nie wolno drzeć,ani po nich pisać. Te bajeczki leżą schowane,bo mam nadzieję,że kiedyś dziecko mojej córki będzie ich słuchało wieczorami.
Potem przyszedł czas na "większe" bajki- baśnie braci Grimm,wierszyki Jana Brzechwy i Marii Konopnickiej,no i -oczywiście-nieśmiertelna "Lokomotywa",oraz baśnie Andersena.
Czytając dziecku baśnie przed zaśnięciem wracałam do czasów,kiedy sama je czytałam. W miarę upływu lat stajemy się-we własnym mniemaniu-zbyt poważni i dorośli,żeby sięgać po książki z dzieciństwa,w ciągłym biegu i głodzie nowych rzeczy,nie mamy czasu zatrzymać się,a może nawet cofnąć do czasów,kiedy byliśmy tak beztroscy,tacy prostolinijni.A warto na chwilę cofnąć się w czasie...:)) Czytanie bajek naszym własnym dzieciom jest ku temu doskonałą okazją i stanowi dobre wytłumaczenie dla nas samych,jeśli go potrzebujemy. Zbliża nas do własnych dzieci i pozwala przez moment spojrzeć na świat ich oczami,kiedy przypominamy sobie,jacy sami byliśmy w ich wieku,co wtedy czuliśmy,co myśleliśmy...
Moja córka ma dziś prawie 16 lat. Czasem przeczyta coś,co jej polecę,z zaskoczeniem zachwyci ją "Polyanna","Harry Potter"czy "Mała Księżniczka", a czasem, lektura polecona przeze mnie jej nie odpowiada. Natomiast ona poleca mi książki,które podobają się teraz nastolatkom w jej wieku: "Zmierzch" lub "Igrzyska Śmierci". Podobały mi się i dostarczyły nam tematu do dyskusji,a ciągle jeszcze jakaś wymarzona książka stanowi doskonały prezent z każdej okazji,nie tylko dla mnie,ale i dla mojej córki...
wtorek, 19 marca 2013
Ludzie blogi piszą......
Pierwsze koty za płoty,blog założony,emocje rozhuśtane na maxa.
Setki ludzi piszą blogi,na wiele z nich sama zaglądam,w poszukiwaniu informacji o rzeczach,które mnie interesują,ale do tej pory nie przyszło mi do głowy,że mogłabym też...sama...
Postanowiłam więc spróbować,bo niby dlaczego nie?
A pisać chciałabym o książkach...pisać,rozmawiać,dyskutować nawet,polecać,zachęcać do czytania.
Książki to mój świat,w którym czuję się doskonale i na miejscu,to świat,bez którego nie wyobrażam sobie egzystencji. To mój własny,domowy lek na całe zło , mój sposób na depresje i zły dzień,sposób na poszerzenie horyzontów i poznawanie nowych rzeczy.
Plotki głoszą,że książek dzisiaj już nikt nie czyta,ale to tylko plotki-codziennie ,w najmniej oczekiwanym momencie,w najdziwniejszych sytuacjach i miejscach-spotykam ludzi,którzy książki czytają.
Niezbyt często my-mole książkowe-mamy okazję o tym porozmawiać,z innymi molami książkowymi.
Dlatego liczę na to,że na tym blogu będę miała okazję spotkać osoby podobne do mnie,które ksiązki kochają,a bez nich nie wyobrażają sobie życia....
Setki ludzi piszą blogi,na wiele z nich sama zaglądam,w poszukiwaniu informacji o rzeczach,które mnie interesują,ale do tej pory nie przyszło mi do głowy,że mogłabym też...sama...
Postanowiłam więc spróbować,bo niby dlaczego nie?
A pisać chciałabym o książkach...pisać,rozmawiać,dyskutować nawet,polecać,zachęcać do czytania.
Książki to mój świat,w którym czuję się doskonale i na miejscu,to świat,bez którego nie wyobrażam sobie egzystencji. To mój własny,domowy lek na całe zło , mój sposób na depresje i zły dzień,sposób na poszerzenie horyzontów i poznawanie nowych rzeczy.
Plotki głoszą,że książek dzisiaj już nikt nie czyta,ale to tylko plotki-codziennie ,w najmniej oczekiwanym momencie,w najdziwniejszych sytuacjach i miejscach-spotykam ludzi,którzy książki czytają.
Niezbyt często my-mole książkowe-mamy okazję o tym porozmawiać,z innymi molami książkowymi.
Dlatego liczę na to,że na tym blogu będę miała okazję spotkać osoby podobne do mnie,które ksiązki kochają,a bez nich nie wyobrażają sobie życia....
Subskrybuj:
Posty (Atom)